Od: "Grzegorz Redlarski"
napisal:
>>czas spedzony nad zleceniem
>>klienta musi byc zaplacony! Inaczej sie nie da. Spolecznie, po
godzinach -
>>czemu nie? Ale w pracy - za pieniadze.
>W tym sek, ze pieniadze te czesto sa na tyle wysokie, ze uzasadnia
>ich wydanie
Dolozylabym jeszcze wyksztalcenie, czyli jak u Wankowicza: nalezy
sie 10 zl (przedwojenne!): 1 zl za pukniecie mlotkiem, 9 zl za to,
ze wiedzialem, gdzie.
Ale - jesli nie mam pieniedzy, po pierwsze: pracuje na maksa, po
drugie: szukam oszczednosci. Pierwsze - szukam dostawcow dobrej
jakosci materialow, ale nie kosztem jakosci. Po drugie - co sie da,
robie wlasnymi silami. Chlop z krzepa moze kopac dol, murowac, itd.
Mnie nie wolno wykonywac zadnych prac fizycznych (takie tam...
ograniczenia zdrowotne), wiec zostaja mi umyslowe.
Jesli projekt instalacji odkurzacza centralnego kosztuje np. 1.500
zl - oplaca mi sie nauczyc, jak sie powinno robic (poprawnie)
projekty.
Jesli projekt elektryczny kosztuje... x zl, oplaca mi sie zrobic go
samej. I tak to ja bede wlaczala i wylaczala swiatlo, z kontaktow ja
bede korzystac, tablica musi byc dla mnie zrozumiala i wygodna w
uzycie.
Zeby nie przedluzac - skoro inni sie nauczyli, to ja tez moge,
prawda? Tyle, ze wymaga to duuzo czasu. Nawet, jesli ma sie wsparcie
w postaci pl.misc.budowanie, masy stron www oraz podrecznikow.
Doby nie starcza, na inne zainteresowania poza budowa zero czasu,
ale - budowa idzie - pomalu, ale do przodu.
A za cene jednego projektu - mam mase materialow, chociazby dwa
tysiace metrow przewodow...
>>swoim klientom doradzam najlepsze rozwiazania i to w cenie uslugi,
Gdyby tylko te porady nie byly takie drogie... Fakt, ze ja projekt
ogrzewania mialam za darmo, zobowiazalam sie tylko do kupowania
materialow wod-kan i co w danej firmie - ale juz mam np. dostawce
tych samych grzejnikow po znacznie nizszej cenie. I co - jak nie
place "widocznego" pieniadza, to kryje sie on w wyzszej marzy... Nie
kijem go, to palka?
Jesli ktos ma mozliwosc wydawania pieniedzy, ktore fizycznie
posiada, to pewno mysli inaczej. Ale jesli "wyrywa" sie te
pieniadze - ja licze naprawde kazde 2 zlote. A oprocz mnie - wielu
innych. Widac na grupie, ile osob chociazby muruje samodzielnie, czy
kladzie instalacje - przeciez nie dlatego, ze nagle zapalali
miloscia do budowlanki?
A poza tym - ja ciagle jeszcze zbyt dobrze pamietam mojego
pierwszego "fachowca", czyli architekta. Raz mnie przymusil do
placenia frycowego, i jak na razie - boje sie nastepnej wpadki...
>>W koncu Inwestor i tak wybierze do realizacji nie najlepszego
instalatora tylko
>>NAJTANSZEGO. A nie?
>Zwlaszcza jak sie buduje pierwsz raz. Za drugim - moze sie zawaha,
Nie - a przynajmniej nie zawsze. Jak gadam z ludzmi, na ogol
wybieraja tego, co robi DOBRZE. Niektorzy (zwlaszcza po przejsciach
z "fachowcami") lataja na poprzednie roboty.
I w ogole najlepsza jest poczta pantoflowa (choc bywa zawodna) -
jesli ktos komus cos dobrze zaprojektowal - czesto przechodzi na
zaprzyjaznione budowy... Na podstawie pracy.
Tak mam "nabytego" np. geodete, ekipe od wykonczeniowki (z
elektrykiem).
Ale jak slysze o dzieleniu wlosa na czworo (czytaj: te groszowe
roznice w eksploatacji, o ktorych wspomnial Szanto) - trace
zainteresowanie dla projektanta. Wole pojechac do znajomych,
poczytac co piec ma na plakietce i zapytac o wydatki na gaz... ;-)
Problemy akademickie iech bawia politechnikow, mnie interesuje
praktyka ;-)
Joanna
PS. Rzadko pisuje, bo duzo sie ucze :-) - i pilnie czytam Was obu -
Szanto i Grzegorza. Dziekuje za wszystkie Wasze posty!
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.misc.budowanie